Chata wolna

69869585_2354369591346483_5114445703162101760_nW końcu Jaś z Dorotką wyjechali na wakacje. Mieliśmy więc z Gwynusią wreszcie niczym nie skrępowany czas dla siebie.

Spędziliśmy razem kilka owocnych dni i upojnych nocy. Bardzo się cieszę, że tym pierwszym dla Gwyni byłem właśnie ja. Ważne, że wprowadził ją w dorosłe życie pies doświadczony, a przy tym czuły i delikatny.

69053652_883719138670699_2719935709757571072_n

Z resztą jej mina mówiła wszystko i w sumie nawet nie potrzebowałem żadnych dodatkowych komplementów. Naszą sielankę przerwał powrót „starych” z urlopu. Postanowiliśmy nic im nie mówić, zostawiając pikantne szczegóły wyłącznie dla siebie. Jednak mam wrażenie, że Jaś i Dorotka wszystko to ukartowali, wiedząc dokładnie co się może zdarzyć. Świadczą o tym ich podejrzane miny, dziwne uśmieszki i mocno erotyczne aluzje. Poza tym wyjątkowo zostawili nam pełny barek i pełne miski, zakupili dla nas nowe płyty z romantycznymi kawałkami, a przy legowisku pozostawili świece i zapachowe kadzidełka. Okazało się też, że Dorotka, niby niechcący, zarejestrowała nawet własną hodowlę o dumnej nazwie „Bryamico d’oro” – na cześć protoplasty briardów w naszej rodzinie – czyli sir Bryana. DSC_0896To się musiało więc tak skończyć. Fajnie też, że Gwynusia wykazała się dużą kobiecą dojrzałością i wyrozumiałością – w ogóle nie miała pretensji o moje wcześniejsze romanse i posiadane potomstwo. Uznała, że każdy prawdziwy samiec musi się wyszumieć, a przy tym nabrać doświadczenia w tych sprawach. Szkoda wielka, że otwarta i wyzwolona postawa Gwynusi jest jednak ewenementem w naszym piesko/ludzkim świecie. Dodam także, że postanowiliśmy iść na żywioł i zrezygnowaliśmy z jakichkolwiek zabezpieczeń. W końcu ewentualne dzieci dwójki Interchampionów z certyfikatami Selekcji Francji mogą być uroczym dodatkiem do naszych figli. Według moich informacji nie ma w Polsce obecnie takiej utytułowanej i dobranej parki jak my.69451783_232353771018654_6587857564317253632_nn

A skoro jesteśmy w temacie potomstwa, to mogę się pochwalić, że wspólnie z cudowną Bahati oczekujemy pokaźnego stadka malutkich kepplerków. Mogę to już oficjalnie potwierdzić, bo przyszła mamusia pochwaliła się już na forach internetowych. Warto podkreślić, że to druga już ciąża wynikająca z naszego romansu. Pierwsze nasze dzieci były niezwykle udane i wszystkie znalazły kochające wspaniałe domy rodzinne. Cieszę się też, że to już kolejna suka, która po porodzie zdecydowała się ponownie skorzystać z moich „usług”.

Świadczy to oczywiście, że sprawdzam się nie tylko jako reproduktor (choć nie przepadam za tym określeniem), ale również jako partner wybranki oraz jako troskliwy i odpowiedzialny opiekun młodych piesków. Jak widać, nie zależy mi wyłącznie na zaliczeniu kolejnej suki i zapomnieniu, ale ciągle utrzymuję bardzo przyjacielskie relacje z wszystkimi byłymi partnerkami.

W miniony weekend Gwynusia odniosła jeszcze inny swój wielki swój sukces. Otóż na bardzo prestiżowej Klubowej Wystawie Briardów wygrała otwartą klasę. Pozostawiła w pokonanym polu naprawdę wielkie rywalki. Otrzymała w nagrodę okazały puchar i parę drobnych gadżetów. Cieszyła się bardzo, zwłaszcza, że nie wiadomo kiedy następnym razem wystąpi na ringu – chociaż historia zna wiele przypadków powrotu do sportu po okresie macierzyństwa. Najlepszą suką całej wystawy (zwyciężczynią klubową) została natomiast moja ukochana córeczka Friendly Fire Dilorini. Ja, przyznam skromnie, wypadłem nieco gorzej – choć pucharek i tak przywiozłem. Jednak też się cieszę, bo przegrałem w sportowej uczciwej rywalizacji, bez stosowania żadnych podejrzanych chwytów.

Otóż okazało się, że w środowisku mediów społecznościowych powstała nieformalna grupa o nazwie „Klika”. Zapisało się tam sporo psów, nie mających żadnych szans na prawdziwe sukcesy, ale chcących za wszelką cenę dorwać się do władzy. Przyjęto tam wyłącznie psy i suki brzydkie i zapchlone, a przede wszystkim wyjątkowo agresywne i złośliwe. Postanowiły one zrobić wielkie kariery polityczne, pozbywając się niecnie swojej konkurencji. W tym celu rozpoczęły szkalowanie prawych i sprawiedliwych psów rodowodowych. Upubliczniono mocno spreparowane i nawet sfałszowane informacje dotyczące ich braków w uzębieniu, wypadającej miejscami sierści, noszenia podkulonego ogona, niegojących się jak na psie ranach. Obrażano poszczególne psy określając je mianem Psów Ogrodnika, Psów na Baby, Psów z Kulawą Nogą. Generalnie rzecz biorąc – wieszano na nich psy. Wszyscy ci oszczercy pobierali za to spore wynagrodzenie od prominentnych sponsorów z okolic sfer rządzących, twierdząc przy tym cynicznie, że robili to wyłącznie z pobudek ideowych, czyli dla dobra kynologii polskiej. Po ujawnieniu afery kilku szczególnie ujadających osobników zostało przeniesionych na inne, nieco mniej eksponowane stanowiska. Na szczęście okazało się, że wszystkie psy biorące udział w tym hańbiącym procederze to pospolite kundle. W tym szemranym towarzystwie nie było nie tylko żadnego briarda (co wydaje się oczywiste), ale nawet ani jednego psa innej szlachetnej rasy. Szkoda tylko, że jak zwykle bezkarny pozostał główny organizator tego hańbiącego procederu. Oczekuję z niecierpliwością momentu, kiedy mityczny suweren każe całej tej podejrzanej zgrai „pocałować psa w nos” lub lepiej – w jeszcze bardziej intymne miejsce.

Najlepszy Pasterz

DSCN8427nnCzas potrafi biec nawet szybciej niż ja. Jestem przecież już dziadkiem. Pora więc pomyśleć o przyszłości.

Nie mam złudzeń, że będę jeszcze długo pełnił funkcję modela wystawowego, ochoczo hasającego po wybiegach. Aparycja już nie ta, a i młodzi napierają bez kompleksów i skrupułów wobec dotychczasowych idoli. Oczywiście nie znaczy to, że nie wezmę więcej udziału w psich wystawach. Niektóre z nich wypada wszak dowartościować swoim udziałem, a i swoją obecnością usatysfakcjonować też pozostałych konkurentów. Ale to ciężki kawałek chleba. Ciężko się z tego utrzymać (zwłaszcza, że i tak za to nigdy nie płacą). Postanowiłem więc zdobyć jakiś praktyczny fach, dzięki któremu zapewnię sobie utrzymanie na niezłym poziomie w jesieni swojego życia.

Zdecydowałem kształcić się na profesjonalnego pasterza zwierząt hodowlanych z rodziny owcowatych. Pisałem już wcześniej, że pilnie uczęszczam na zajęcie teoretyczne i praktyczne z pasterstwa zaawansowanego.65310417_386550455309643_8772243189072396288_n Po zakończeniu szkolenia z oceną wybitnie wyróżniającą, przystąpiłem w ostatnią niedzielę do swojego pierwszego państwowego egzaminu ze sztuki wyrafinowanego pasania – czyli tzw. HWT (prawdopodobnie jest to skrót od określenia typowego dla briarda – „chwat”). Musiałem przeprowadzić stado niepokornych owieczek przez specjalnie przygotowane przeszkody na parkurze. Miałem owce odpowiednio zaganiać, poganiać, przeganiać, doganiać, wyganiać i odganiać. Owce próbowały złośliwie rozbiec się we wszystkich możliwych kierunkach (wszystkie zresztą prowadziły do własnej domowej zagrody, której popularna nazwa wśród tych zwierząt to „apartamentowiec”). W prowadzeniu stada trochę pomagała mi Dorotka. Miałem duże obawy dotyczące jej występu, ale w sumie nie popełniła prawie żadnych błędów. Wykonywała precyzyjnie polecenia odgadując perfekcyjnie moje intencje. Okazało się więc, że nie tylko ja mam instynkt pasterski, ale w końcu to tylko ja otrzymałem tytuł i licencję.

65603242_386549518643070_7923925158849413120_nEgzamin zaliczyłem ze świetnym wynikiem i wysoką oceną. Wydaje się, że byłem w gronie wszystkich uczestników najlepszym pasterzem. Zdecydowanie i jednomecząco potwierdzają to wszystkie owce, twierdzące z przekonaniem, że przy żadnym innych psie nie czuły się tak dobrze wypasione. W nagrodę otrzymałem specjalną rzeźbioną symboliczną laskę pasterską. Dorotka dostała pasterską fujarkę, zaś Jaś profesjonalny zestaw do przyrządzania oscypków.

Poza tymi nagrodami uzyskałem prawo posługiwania się tytułem pracowitego psa „użytkowego” (choć rzecz jasna, wolałbym określenie: użytecznego). Śmieszne jest, że Jaś ukończył wiele różnych szkoleń i kursów, posiada parę poważnych certyfikatów budowlanych i kilka niepoważnych certyfikatów pedagogicznych, a nigdy nikt nie uznał go za postać „użytkową”. Dorotka wręcz uważa go czasem za całkowicie nieużytecznego. A ja liczę teraz na wiele intratnych ofert na profesjonalne usługi wypasania owiecowych stadek.

65570242_386007085363980_8786547951313879040_nSwój pierwszy mini sukces pasterski w sobotę uzyskała też Gwynusia, tzw. NHAT. Jest to potwierdzenie posiadania właściwych predyspozycji iście pasterskich. Gwynusia była bardzo ukontentowana tym wyróżnieniem. Jest bowiem przekonana, że posiadanie tytułu małej uroczej pastereczki uczyni ją jeszcze bardziej atrakcyjną i ponętną partią, a tym samym zwiększy zainteresowanie chętnych młodych piesków. Chyba za dużo naoglądała się bawarskich filmów romantycznych. Tak więc nasz występ sobotnio-niedzielny można uznać jako: idealny full wypas, który uwieczniła swoim obiektywem Marysia – Maria Mika Photography

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Pasterstwo pasterstwem, ale nie rezygnuję przecież z innego zajęcia, w którym odnoszę znaczące sukcesy – czyli prokreacji. 

DSC_7881

Tym razem co prawda nie udał mi się żaden oficjalny miłosny podbój, jednak ojcostwo to nie tylko pierwotna przyjemność, ale też odpowiedzialność i obowiązki. Odwiedziłem więc nasze cudowne maleństwa. Nasze, to znaczy moje i Quantico El’ Bridorado. 

DSC_7965

Maluchy są cudownie rozkoszne, i ważne, że znalazły swoje przyszłe rodziny. Wierzę, że briardziki będą w nich szczęśliwe, bo wtedy potrafią się odwdzięczyć prawdziwą i bezinteresowną miłością. 

DSC_7987nn

 

Jestem pewny, że dzieci po mamusi odziedziczyły urodę i wdzięk, zaś po mnie dodatkowo rozległe talenty i uzdolnienia. Może któryś z nich będzie kontynuował bloga lub pisał traktaty naukowe. Te mądre, myślące oczka kepplerków uzasadniają w pełni moje nadzieje.

A w Polsce niemożebne upały. Przyznam, że fatalnie znoszę wysokie temperatury. Moje futro robi na fanach piorunujące wrażenie, ale nie ułatwia codziennego życia w letnie dnie. Dlatego też z wielkim niepokojem nasłuchuję opinii naukowców o globalnym ociepleniu. Prognozy są przerażające dla każdego myślącego i odpowiedzialnego psa i człowieka. Specjalnie użyłem tu określenia „myślącego i odpowiedzialnego”, bo nasz rząd właśnie co storpedował unijne porozumienia, zakładające przyspieszenie walki z kryzysem klimatycznym do 2050 roku. „Nasi” rządzący jasno zadeklarowali, że nie przewiduje się prób odejścia od węgla w Polsce w tym okresie czasu. Pisowscy notable potrafili już praktycznie ośmieszyć lub zdegradować każdą dziedzinę życia, za którą nieopatrznie się wzięli. Najgorsze, że udało im się zniszczyć, w ciągu jednej kadencji, klimat w Polsce. Mam tu na myśli klimat polityczny, społeczny i kulturalny. Dla nich to za mało, więc postanowili teraz dołożyć też klimatowi całej kuli ziemskiej. Jedynym usprawiedliwieniem (i to wątpliwym) dla decydentów może być hipoteza, że pomylili oni zmiany klimatyczne z klimakterycznymi – i stąd ich ten bezmyślny upór.

Jestem przekonany, że mimo nachalnej i grubiańskiej propagandy, ten rząd w końcu upadnie. Możemy go zmienić nieporównywalnie łatwiej niż cofnąć zmiany cywilizacyjne degradujące nasze środowisko. Ale zanim obalimy (demokratycznie) tę władzę, każdy z nas powinien co zrobić dobrego i ekologicznego dla świata. Ja skromnie zaczynam od Gwynusi i deklaruję, że ona:

– ograniczy ilość odpadów żywnościowych – będę jej więcej po prostu wyżerał z miski

– nie będzie używała plastikowych rurek do picia oraz sztućców z tworzywa sztucznego

– ograniczy zużycie wody redukując domowe kąpiele wyłącznie do okresu Wielkich Świąt

– zrezygnuje z noszenia odzieży wykonanej z tekstyliów pochodzenia chemicznego

Tylko tyle, ale i aż tyle. Miło jest żyć w przekonaniu, że jeden choć briard ratuje cały świat.

„W telewizji pokazali”

DSCN7921_52_dream Tak naprawdę to nie pokazali, oczywiście w telewizji reżimowej. Za to w obecnych czasach do wszystkiego można dotrzeć drogą internetową, bez korzystania z prymitywnej propagandowej tuby rządzących. Obejrzałem więc film „Tylko nie mów nikomu” w internecie, a potem w TVN.

Rzadko oglądam w ogóle programy telewizyjne, a w szczególności obca mi jest problematyka polityczna (wszak moja apolityczność jest powszechnie znana). Robię oczywiście wyjątki. Oglądam z przyjemnością np. „Psa Huckleberry”, czy też serial „Przygody psa Cywila” (choć nie przepadam za owczarkami niemieckimi). Lubię też „101 dalmatyńczyków” (marzę przecież o 101 małych kepplerkach) czy wzruszające „Lassie wróć”. Nie stronię też od ambitniejszych pozycji jak „Pieskie popołudnie” czy polskie kultowe „Psy”.

Tym razem spędziłem dwie godziny z filmem braci Sekielskich. Dokument wywarł na mnie wstrząsające, wręcz piorunujące wrażenie. Po seansie długo leżałem w posłaniu i rozmyślałem. Jako ojciec aż 71 cudownych szczeniaczków, z prawdziwą ulgą zauważyłem, że w opisywanej specyficznej grupie zawodowej występuje co prawda zjawisko pedofilii i jej powszechnego tuszowania, ale na szczęście nie ma procederu ……zoofilii. To znaczy chyba nie ma, bo jeszcze niedawno pedofilii też tam niby nie było. Tak więc póki co, jestem spokojny o moje maleństwa. Jednak dla bezpieczeństwa prosiłem je wszystkie o maksymalne ograniczenie kontaktu z murarzami. To właśnie wg telewizji pisowskiej w tej grupie zawodowej dochodzi do najczęstszych czynów molestowania i wykorzystywania nieletnich. To właśnie murarze, w charakterystycznych specjalnych ferszalunkach, stanowią największe zagrożenie dla naszych dzieci. To oni, po ujawnieniu kolejnego skandalu, są przenoszeni przez kierowników budowy na inne budowy, gdzie mogą z powodzeniem kontynuować swój niecny proceder. W tuszowaniu tych spraw pomagają im inspektorzy nadzoru budowlanego zasłaniając się ogólnym dobrem budownictwa powszechnego. Zaleciłem szczeniaczkom też unikania budowlanych rekolekcji i pielgrzymek do miejsc budowy organizowanych masowo od lat przez środowisko murarskie.

Postanowiłem też porozmawiać z Jasiem, jako że od lat przygotowuje on młodzież do wykonywania zawodu murarza. Jaś był oburzony filmem i jednostronnym niesprawiedliwym przedstawieniem problemu pedofilii w środowisku murarzy. Stwierdził z niespotykaną u niego agresją, że jest wśród murarzy wyraźna większość pracowników wykwalifikowanych, a pedofilia i inne zboczenia to jedynie niewielki procent wszystkich przypadków. Podkreślił ich zaangażowanie w pracy, stwierdził, że każdy murarz z prawdziwym powołaniem, cegłę przed ułożeniem dokładnie obmacuje, a łączącą spoinę stara się wręcz ręcznie dopieścić. Poza tym, Jaś uważa, że w Polsce buduje się dużo i tylko niewielka ilość budynków nadaje się od razu po oddaniu do wyburzenia. Podkreśla, że panuje obecnie wręcz moda na atak na budowlańców, a określone wraże środowiska chcąc zniszczyć prawdziwe patriotyczne i narodowe budownictwo w naszym kraju. Zauważył też, że wszyscy murarze-pedofile to byli agenci SB, specjalnie posłani tam wiele lat temu, by rozwalać murarskie towarzystwo od środka. To właśnie służba bezpieczeństwa PRL-u umiejscowiła swoich agentów murarzy w Irlandii (prawie 5%) oraz w Australii i USA (ponad 1%). Na koniec rozmowy, Jaś broniąc już przegranej sprawy, stwierdził też, że tuszowanie wykorzystywania seksualnego nieletnich przez pracowników budowlanych jest zgodne procedurami i zaleceniami wydanymi przez Międzynarodowy Związek Powszechny Murarzy z siedzibą w Stolicy Murarstwa. I nie ma znaczenia, że akurat naczelny Ojciec Murarzy ma inne zdanie w tej sprawie.

Powstaje zatem pytanie: dlaczego siły ciemności postanowiły zaatakować akurat teraz Polskie Murarstwo i kto za tym stoi ?. Odpowiedź wydaje się oczywista. To przecież międzynarodowa (czytaj: żydowsko -niemiecka) masoneria, która od lat dybie na nasze dobra materialne i jeszcze bardziej na duchowe. Przypominam, że inne synonimowe określenie masonerii to „wolnomularstwo”, a każdy mason to po prostu ……… wolnomularz. Skojarzenie wolnomularza z wolnym murarzem wydaje się oczywiste i bezdyskusyjne. Ta drobna niezgodność w nazwie jednej literki nie ma żadnego znaczenia. Zarówno Jaś jak i Donald Tusk nie rozróżniają przecież w praktyce literek „r” i „l”.

Ps. Wybieram się w pierwsze odwiedziny do moich wspaniałych niedawno narodzonych szczeniaczków. Przed wprowadzeniem ich w życie muszę odbyć z nimi szczere rozmowy ostrzegawczo-informujące. Mogę obiecać, że żaden zawodowy murarz nie ma szans na towarzystwo moich potomków.

BRIARD +

58461296_2125963980853713_6270629806660911104_nTo prawda, że długo nie pisałem. Ale przecież „pisarzem się nie jest, pisarzem się tylko bywa”. Do chwycenia łapą za pióro zmusiła mnie w końcu Gwynusia.

Bardzo jej zależało, by jak najszersze grono sympatyków dowiedziało się o ostatnich sukcesach Gwyne. Muszę przyznać, że trochę się wahałem, bo w końcu średnia to przyjemność pisać o nie swoich sukcesach. Ustąpiłem jednak pod wpływem jej zalotnych spojrzeń i iście kobiecych zabiegów. Nie po raz pierwszy uległem sztuczkom płci odmiennej i spełniłem ich najskrytsze marzenia (o tych za chwilę), Gwynusia przekonała mnie ostatecznie argumentem, że przy okazji będę mógł sam się czymś pochwalić. Zacznę więc skromnie od niej.

DSCN1088_1Otóż moja śliczna „siostrzyczka” została Interchampionem. Zdobyła właśnie ostatni brakujący jej tytuł do prawa nazywania się Międzynarodowym Mistrzem. Przy okazji została wybrana BOB-em (best of breed) na trzech kolejnych wystawach w miejscowości Satu Mare w Rumunii. Dało jej to jednocześnie tytuł Championa Rumunii.

DSCN1099_1Dorotka namawiała mnie też do udziału w tych rumuńskich wystawach. Jakoś się wykręciłem, upewniwszy się wprzódy, że jestem już Championem Rumunii. Jest jeszcze parę europejskich krajów, które nie miały dotąd zaszczytu przyznać mi swojego certyfikatu. Ale jak sprawdziłem w swoich notatkach, kraj ten do tej wąskiej grupy nie należy.

Tak więc wielkie brawa dla Małej. Miała ostatnio niezwykle udany okres, bo przypominam, że we wrześniu zaliczyła ze świetnym wynikiem niezwykle prestiżową Selekcję Francji. A poza tym, jest naprawdę śliczna i kochana. Dorotka upiera się, że jest także bardzo mądra.

56380227_2126970664006190_146350804452769792_n

Podobnie jak teraz Gwynusia zdobywa cyklicznie trofea na psich wystawach, ja notorycznie zdobywam serca (i nie tylko) kolejnych panienek. Znowu więc uległem ich sztuczkom (suczkom). Tym razem romansowałem z kolejną cudowną partnerką – Quanticą El’Bridorado. Mogę to publicznie ogłosić (a jestem z reguły bardzo dyskretny w „tych” sprawach), bo z naszego namiętnego związku na świat przyszło 11 cudownych małych kepplerków.

Jest 6 ślicznych suczek i 5 przystojnych piesków. Są zdrowe i urocze. Cieszę się, bo i mamusia czuje się dobrze. Tak więc rodzice mają uzasadnione powody do dumy i radości.

Zostałem więc po raz kolejny ojcem, ale za to po raz pierwszy zostałem także dziadkiem i to od razu podwójnym.

Moje córeczki, śliczna Florence Welch Dilorini i utytułowana Frendly Fire Dilorini urodziły potomstwo. Florence Welch Dilorini urodziła dokładnie 11 maleństw (robi się to chyba taką rodzinną tradycją).

Jako nowoczesny tatuś z reguły nie wtrącam się w sprawy osobiste moich dzieci, ale nigdy nie myślałem, że moje pierwsze wnuki i wnuczki będą ……. czarne.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Dobrze, że nie mam z tym żadnych problemów, choć podejrzewam, że dla niektórych psów o proweniencji narodowo-patriotyczno-nacjonalistycznej byłoby to nie do przełknięcia.

Cieszę się z powiększania mojej rodziny w postępie prawie geometrycznym. Moja radość jest potęgowana, bardzo niską co prawda, nadzieją wprowadzenia programu „Briard Plus”.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Ponieważ zbliżają się wybory rząd postanowił przekupić wyborców rozdając im nie swoje pieniądze. Tym razem postawiono wprowadzić dopłaty na każdą krowę i świnię. W związku z tym, zauważyłem, że Dorotka wynajęła firmę sprzątającą i opróżnia z rozmaitych gratów swoje balkony. Wyliczyła, że na balkonach zmieści się w porywach od 3 do 4 sztuk jałówek. Jaś zaś zaczął przygotowywać swoją wannę do trzymania kilku prosiaków. Mówi, że praktycznie on tego urządzenia osobiście nie używa, jedynie może w okolicy Świąt Wielkanocnych. W Święta Bożonarodzeniowe wannę okupują natomiast karpie. Ryby te nie będą wówczas pływały jak dotychczas w grudniu. No chyba, że rząd wprowadzi tym razem program „Karp Plus”.

Pewne zdziwienie budzi pominięcie przy dopłatach baranów i osłów. Przecież jest to cios w naturalny elektorach i może to się odbić im przysłowiową czkawką przy nadchodzących wyborach. Jeszcze mniejsze szanse na pieniądze mają niestety briardy. Oczywistym jest, że jesteśmy psami bardzo pracowitymi i tak po prostu nam „te pieniądze się po prostu należą”. Jednak szansa na dofinansowanie jest znikoma, bo jako prawe i sprawiedliwe psy nie ulegniemy prymitywnej próbie przekupstwa. Przecież żaden inteligentny pies nigdy nie podniesiemy łapy z poparciem dla prymitywnej ekipy panującej.

PIS scriptum: Jako były uczeń (bardzo sforny) i nauczyciel Gwynusi (dość niesfornej) w pełni popieram strajk nauczycieli. Jestem wszak przeciwnikiem konsekwentnego wprowadzania przez rząd programu „Nauczyciel Minus”.

Co piszą inni ?

45857255_1885592844890829_4072534818095628288_nPo spektakularnym sukcesie pierwszej książki „Ja, Keppler” postanowiłem iść za ciosem i przygotować następną publikację. Ze względów finansowych (wciąż próbuję wyciągać jakąś skromną tygodniówkę od Dorotki) zdecydowałem się zainteresować współpracą i sponsoringiem poczytne czasopisma drukowane w naszym kraju. Mógłby by być to jakiś periodyk polski lub nawet nie polski (np. toruński). W tym celu do kilku ogólnie renomowanych oraz kilku powszechnie pogardzanych redakcji wysłałem próbki swoich tekstów i oczekiwałem na reakcje. Tylko część z nich raczyła przysłać swoje opinie, które mimo nierzadko krytycznego wydźwięku, nie waham się przytoczyć poniżej. By nie uprawiać kryptoreklamy i nie napędzać im czytelników nie podaję tytułów tych gazet.

Blog Kepplera jest wstrętny i nieobiektywny. Na każdym kroku uderza on w Kościół i podważa jego całkowicie bezinteresowną misję. Autor bez skrupułów uderza w jego świętych i bezinteresownych pasterzy, wiedząc jako doświadczony owczarek, że może to rozproszyć zdezorientowane owce. Tak w skrócie można określić wściekłą nagonkę na księży pochodzącą z liberalno-lewicowych i maoistowskich środowisk. Nasz dziennik nie będzie więc publikował żadnych wynurzeń i wynaturzeń Kepplera. Palenie podejrzanych osobników na stosach nie jest obecnie, niestety, już praktykowane, ale może można by chociaż spalić publicznie cały nakład książek tegoż „tfu..rcy””. DSC_0897

Oświadczamy, że w żadnym przypadku nie będziemy współpracować z niejakim Kepplerem. To są kolejne ultrakościelne i ultrakatolickie publikacje nachalnego dewoty. Nie jesteśmy w stanie zrozumieć, jak można tak bez wazeliny wchodzić do tyłka klerowi i bezkrytycznie kroczyć na pasku tych czarnych eminencji. Zawarte w blogu autora fakty i mity dotyczące kościoła i religii mieszają się z sobą wzajemnie, siejąc ogólny zamęt w głowach czytających. Zamiast uprawiać krytykanctwo Kościoła, Keppler w sposób wysoce zakamuflowany i cyniczny proponuje wprowadzenie państwa wyznaniowego. Nie sposób nie zauważyć, że jeśli w nazwisku paszkwilanta usunie się drugą, trzecią i czwartą literę otrzymamy wyraz Kler! Przypadek!?!

Nasza niezwykle poczytna gazeta polska stanowczo protestuje przeciwko antypolskiemu i antypatriotycznemu wydźwiękowi tzw. Bloga Kepplera. Co prawda zdecydowana większość żartów i aluzji w nim zawartych jest dla przeciętnego naszego czytelnika w ogóle nie do ogarnięcia, ale nasze pismo zawsze bezkompromisowo krytykowało dzieła, których nigdy albo nie czytało, albo w ogóle nie zrozumiało. Naszym zdaniem konieczne jest natychmiastowe wprowadzenie cenzury preferencyjnej (lub raczej chyba prewencyjnej – sorry, ale nie za bardzo w redakcji rozróżniamy obce i trudne słowa). Najwyższy czas w naszym kraju wprowadzić rozwiązania stosowane w niektórych krajach dalekich nam może geograficznie, ale jakże bliskich ideowo (Kuba, Korea Północna, Wenezuela, Węgry)DSC_0896

Tematyka Bloga Kepplera niestety nie pokrywa się z formułą naszej gazety. My staramy się pisać teksty dotyczące taniej sensacji oraz najbardziej intymnego pożycia przedstawicieli świata celebrytów. Teksty nasze są zawsze głębokie, gdyż maksymalnie głęboko staramy się wnikać w miejsca szczególnie głębokie i głęboko osobiste. Uwielbiamy plotki i zmyślone przez nas newsy, zwłaszcza te dotyczące wyuzdanego seksu i spraw bardzo osobistych. Natomiast żaden potwierdzony fakt nie ma prawa znaleźć się na naszych poczytnych łamach. Felietony Kepplera, ewentualnie pisane dla naszego pisma, musiałyby dotyczyć wyłącznie takich prawdziwych nurtujących problemów jak: który to pies spotkał się potajemnie z którą suką i co wspólnie wyprawiali i w jakiej pozycji oraz co ta suka powiedziała potem innej suce oraz kto pod kim podłożył świnię i czemu to służy. Również nazwisko autora należałoby zredukować o jedno „p” (czyli po prostu Kepler), gdyż nasi czytelnicy i wyznawcy są przyzwyczajeni do maksymalnej prostoty i bezpretensjonalności”.

45737641_1885591854890928_7078196697553174528_nInformujemy, że nie jesteśmy zainteresowani Pana tekstami. Za mało w nich maczoizmu i samstwa, za dużo skromności i ciepła. Już bardziej skłonni bylibyśmy prezentować na naszych łamach Pańskie zdjęcia, choć naszym zdaniem, miałby Pan jednak skromne szanse zaistnieć w mediach jako prawdziwy playboy. Zdecydowanie natomiast, chcielibyśmy zaprosić na sesję zdjęciową Pana włochatą przyjaciółkę, czyli Pannę Gwyneth. Ze zdjęć publikowanych na blogu wynika, że młoda ma niesamowity wdzięk, czarujący uśmiech i świetną figurę. Wydaje się też, że ma parcie na kolorowy papier i będzie chętnie pozować dla nas jako gwiazda numeru na tzw. rozkładówce. Proponujemy bezpruderyjną rozbieraną sesję zdjęciową, licząc na zgodę, zwłaszcza biorąc pod uwagę i tak dość skromny codzienny strój Panny Gwyneth. Jesteśmy przekonani, że to właśnie ona jest największą zaletą i najlepszą inwestycją na przyszłość Pana Kepplera.”45952443_1885597474890366_3332433234834227200_n

Teksty Kepplera czyta się dobrze i z przyjemnością. Podziwiamy szczerze twój styl, nasz młody autorze. I to nie tylko literalnie literacki. Doceniamy (oglądając ilustracje blogowe) Twoją zawsze nienaganną sportową i umięśnioną sylwetkę, wyprofilowaną na pewno godzinami spędzonymi w siłowni. Imponuje nam, ponad to, zawsze perfekcyjna fryzura, której ułożenie wymaga mnóstwa pracy i wyrzeczeń. Ale z uwagi na zwykle skromny przyodziewek nie możesz zostać naszym kreatywnym kreatorem mody. Obawiamy się, że nasi czytelnicy, patrząc na Ciebie, zasmakują w nudyzmie, doprowadzając nasze czasopismo na skraj ruiny. Spróbuj więc może zainteresować swoimi publikacjami pokrewne nam pisma, jednak bardziej tematyczne i opiniotwórcze jak np. „Dzielenie włosa na czworo”, „Twój ogon” czy też mniej niszowy „O mały włosek””

26166061_1505820206201430_7740437751795990947_nSzkoda, że tak naprawdę moimi tekstami nie udało się zainteresować nawet psa z kulawą nogą. Spróbuję więc może jeszcze do swojej twórczości przekonać najbardziej popularną gazetę sportową. Ten codzienny przegląd sportowy opisuje zwykle nagminne porażki i upadki polskich pseudopiłkarzy. Może ten dziennik, dla równowagi, również zacznie publikować informacje o moich sukcesach. Chętnie też przyjąłbym nominację do dziesiątki najwybitniejszych polskich sportowców roku 2018 w corocznie organizowanym plebiscycie. W bieżącym roku ustąpiłbym, domniemywam, naszym siatkarzom (w końcu to mistrzowie świata), ale moje miejsce na podium wydaje się bardzo realne.

A jak się i tam nie uda, to wydanie drugiego tomu moich przygód obciąży jedynie budżet Jasia. Zawsze mogę na niego liczyć.